Lekcja języka rumuńskiego jako dzieło sztuki

IMG_3630

Już od prawie dwóch miesięcy w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski można oglądać wystawę Gotong Royong. Rzeczy, które robimy razem , której kuratorami są Marianna Dobkowska i Krzysztof Łukomski. Z małego katalogu wystawy dowiadujemy się, iż w budowaniu tego zbiorowego wydarzenia wzięło udział kilkaset osób – artystów, kuratorów, pisarzy, działaczy społecznych, oraz pracowników niekoniecznie działających w dziedzinie sztuki. Podejrzewam, że i tak nie wszystkich nazwiska tam się znalazły, bo cały czas sporo rzeczy się dzieje wokół tego wydarzenia artystycznego. Wystawa miała się zakończyć na początku tego miesiąca, ale została przedłużona do 28 stycznia, ku naszej radości, grupy inicjatywnej zajmującej się organizowaniem kursów języka rumuńskiego dla młodych Warszawiaków oraz dzieci tymczasowo mieszkających w Warszawie, dla których język ten jest ojczysty. Skąd ta nasza radość?

IMG_3627

Do tej pory odbyło się pięć około czterogodzinnych spotkań nauki języka rumuńskiego. Za każdym razem profesor Ioana Cotos i jej uczniowie musieli migrować z jednego miejsca w drugie, z całą z tym związaną symboliką. Jak może pamiętacie, pierwsze zajęcia odbyły się w Ambasadzie Republiki Mołdowy w Polsce, drugie w warsztacie Katy Bentall, na trzecie i czwarte dzieci zebrały się w mieszkaniu rodziny Spirea. Po raz piąty, oto, lekcje zostały przeprowadzone w pomieszczeniach instytucji sztuki współczesnej – Laboratorium Zamku Ujazdowskiego. Skąd zajęcia z rumuńskiego w Centrum Sztuki Współczesnej? Czyżby dlatego, że pomieszczenie z czarną ścianą, po której można pisać kredą, jest idealną przestrzenią do takich działań? A może dlatego żeby dzieci mogły zobaczyć na własne oczy nauczyciela, który pisał kredą na czarnej tablicy, tak jak ich rodzice kiedyś widzieli, chodząc do podstawówki? Bo teraz tablice są raczej białe i pisze się markerami. Nie, nie dlatego. Lekcja rumuńskiego nie jest również piątym kołem u wozu sztuki współczesnej, co mogłoby przyjść do głowy komuś, kogo kuszą wolne skojarzenia. Wręcz przeciwnie.

IMG_3624

Wydaje się, że lekcje języka rumuńskiego stały się jednym z wielu prawomocnych warstw wystawy Goton Royong. Oddolny wysiłek kolektywu organizatorów został uwzględniony, przez znaczącą polską instytucję sztuki. Zamek Ujazdowski był w 2014 r. gospodarzem ważnej wystawy rumuńskiej sztuki współczesnej; pracownicy tej instytucji znają się na tym, co jest dobre. W Zamku trwa otóż wystawa, której tytuł – w języku indonezyjskim – oznacza wspólną sprawę, a opisowo można przetłumaczyć jako – rzeczy, które robimy razem, ucząc się ich nawzajem, we wspólnym działaniu. Wystawa ta jest dowodem uznania dla praktyk nieformalnej edukacji oraz społecznej samoorganizacji, znanych pod różnymi nazwami w wielu miejscach świata – w Polsce to tłoka, w Rumunii to șezătoare. Lekcja języka rumuńskiego stała w pewnym momencie wsþólną sprawą kolektywu organizatorów oraz kuratorów wystawy.

Natychmiastowa akceptacja naszej propozycji o wspólne zorganizowanie lekcji przez kuratorów, akurat w momencie kiedy pojawiły się kłopoty ze znalezieniem przestrzeni na warsztaty, sprawiła nam ogromną przyjemność, ale też dała nam do myślenia.

IMG_3643

Po pierwsze, te z 20 godzin lekcji, czas spędzony razem, wzajemnego uczenia się, są po prostu uwieńczeniem  ogromnej pracy, pomysłów, działań, zaspokojeniem ważnej potrzeby społeczności rumuńsko-języcznej,  wykonanej w sposób ciągły przez rodziców siedemnaściorga dzieci. Ich praca jest też działaniem, które buduje tą społeczność.

Po drugie, niestety, rzadko pamiętamy i doceniamy to, co w potocznym języku jest znane – jako sztukę nauczania. Żyjemy w świecie, gdzie wychowawcy i nauczyciele stali się klasą defaworyzowaną, często (przynajmniej w Rumunii i Mołdawii) przejścia do neoliberalnego systemu, w którym tylko nieliczni są zwycięzcami. W tych okolicznościach, jakie dziecko chce dzisiaj zostać przedszkolanką, nauczycielem lub profesorem, kiedy dorośnie? Każdy chce zostać biznesmenem, menadżerem projektu, dyrektorem, ewentualnie, gamerem lub komentatorem gier na youtubie. Nawet na poziomie kultury filmowej dzieją się rzeczy godne ubolewania – otóż kino europejskie ma dziwne propozycje jako przeciwwagę amerykańskiego filmu gatunkowego, zawsze pochwalnego na rzecz postępowego, a nawet radykalnego nauczania. Na lekcji rumuńskiego w Laboratorium, nawiasem mówiąc, mówiło się między innymi i o dwóch słynnych przyjaciołach i iluminatorach dawnych czasów – lucyfer poezji rumuńskiej – powracańca – Mihaia Eminescu – w ten sposób uczestniczyliśmy w obchodach stulecia przejścia go do nieśmiertelności – oraz sprytnego dziadka z Humuleşti – niezwykle postępowego, jak na swoje czasy, nauczyciela i baśniotwórcę – Iona Creanga. Przygotowane przez niego ciasta w kształcie liter i cyfr były i pozostają genialne, ale także i multimedialne. Praktykował on i opisywał niezwykłą metodę dotykania i otwierania umysłów dzieci, poprzez napełnianie ich żołądków chlebem. Stojąc w sali Laboratorium, podczas lekcji rumuńskiego, przypomniałem sobie także o moich nauczycielkach języka i literatury rumuńskiej. Zobaczymy, czy dam radę wyliczyć imiona wszystkich… Olimpia Alici, Sofia Aleksandrovna, pani Neli, Viorika Bolokan. Mamy więc także i zmienną pamięci w tym równaniu. Czy ty pamiętasz swoich nauczycieli języka i literatury ojczystej? Czy możemy dzisiaj jakoś wynagrodzić ich pracę, dzięki której jesteśmy ukształtowani w tym kim jesteśmy obecnie? Zastanawiam się czy nie powinniśmy podarować naszym nauczycielom jakiejś książki. Co o tym sądzicie ? A może, lepiej, bukiet kwiatów? Albo zaprosić ich na jakąś wystawę sztuki współczesnej?

IMG_3647

Po trzecie, myślałem o zdjęciach, które nadal robimy w trakcie tych warsztatów. Małe świadectwa i refleksje naszej migracji z jednej lokalizacji do drugiej. Na zdjęciach dzieci wydają się pracowite nad książkami i figlarne podczas przerw. Moglibyśmy zrobić wystawę tych zdjęć. Są częścią historii naszego życia, którą będziemy mogli w każdej chwili dzielić się z dumą.

Wreszcie, ale nie mniej ważne, myślę o ogromnym potencjale bezpośrednich beneficjentów tych lekcji. Potencjał, który widocznie wzmacnia się w trakcje lekcji, przynajmniej tak mi się wydaje. Podczas lekcji z Laboratorium, zorganizowaliśmy kolejny dyskusyjny klub książki rumuńsko języcznej. Tym razem przeczytaliśmy razem Historię miłosną (do liter, nota bene), napisaną przez Viktorię Petraszku i zilustrowaną przez Veronikę Niakszu (Wyd. Cartier, 2017). Książkę zaczęła czytać Pani Cotos, zaciekawiona tym wydawnictwem, o którym powiedziała, iż jest bardzo słodkie, ale dwie godziny nieprzerwanej lektury częściowo skradło jej głos. Wtedy jeden z jej starszych uczniów – Luka – przejął czytanie, oczywiście w innym tempie, wyraziściej i dosadniej, w porównaniu do pierwszego spotkania.

IMG_3658

Po tym jak książka została przeczytana, uczniowie wzięli do rąk kolorowe kredki i szturmem napadli na czarną ścianę, rysując bohaterów, którzy zrobili na nich największe wrażenie – dziewczynkom najbardziej spodobały się: słoń Mo i literka O, natomiast chłopcom dwa lamparty i ich Z. (Mówię tylko, że książka była o dorastaniu, jeśli chcecie dowiedzieć się więcej musicie ją sobie zdobyć!) No i chyba tyle, miałem już skończyć swoją relację, podziękować kuratorom Mariannie Dobkowskiej i Krzysztofowi Łukomskiemu za ich gościnność i zaprosić Państwa do obejrzenia wystawy dopóki jest jeszcze czynna, lub przynajmniej przyjść i zobaczyć nasze zbiorowo-artystyczne studium języka rumuńskiego, które odbędzie się w Laboratorium Zamku Ujazdowskiego, w niedzielę, 28 stycznia, między 14.00-18.00, ale był jeszcze jeden ważny element ściśle związany z dyskursem sztuki współczesnej,o  którym już tak naprawdę napomknąłem mimochodem, i który zasługuje na wzmiankę.

IMG_3655

Czyli, po piąte, po zakończeniu lekcji organizatorzy zaczęli sprzątać salę. Początkowo miałem tylko jedną małą gąbkę. Było do zgarnięcia i parę czarnych rękawiczek z włókna akrylowego, ale w żaden sposób nie wystarczyłoby to do usunięcia wybuchu rysunków kredą na czarnej ścianie. W końcu dostałem od pana portiera mop i odkurzacz. Jak myślicie, kto natychmiast położył na nich rękę, przełamując stereotypy dotyczące płci?

IMG_3667IMG_3669

Dwóch ojców – Lucian Filipoaia oraz Valentin Kaczuleanu – w kilka minut wyczyścili ściany i odkurzyli pomieszczenie, i chociaż usuwali kolory, podobni byli do dwóch malarzy gestu. Tymczasem, niżej podpisany męczył się próbując rękawiczkami wytrzeć ścianę, nieświadomy tych ważnych spraw, które się działy tuż obok. Mamusie zwróciły mu na to uwagę i poprosiły o udokumentowanie finisażu tego wydarzenia. Uczniowie również nie pozostali z boku, pomagając ojcu lub wujkowi. Było to, zatem, również i skuteczne działanie egalitarne.

 

Teodor Ajder

 

Reclame

Lasă un răspuns

Completează mai jos detaliile tale sau dă clic pe un icon pentru a te autentifica:

Logo WordPress.com

Comentezi folosind contul tău WordPress.com. Dezautentificare /  Schimbă )

Fotografie Google+

Comentezi folosind contul tău Google+. Dezautentificare /  Schimbă )

Poză Twitter

Comentezi folosind contul tău Twitter. Dezautentificare /  Schimbă )

Fotografie Facebook

Comentezi folosind contul tău Facebook. Dezautentificare /  Schimbă )

w

Conectare la %s