Charlie Hebdo, islam i wolność wypowiedzi: unikajmy niepotrzebnych dyskusji

Vitalie Sprînceană*

Chociaż po tym jak tak wielki prezydent (Francji) jakim jest François Hollande, powiedział, iż sprawcy zamachów terrorystycznych w redakcji Charlie Hebdo nie mają nic wspólnego z islamem (politycznie poprawna wypowiedź, która pozwoliła uniknąć demonizowania społeczności muzułmańskiej oraz dyskusji na temat „świętych wojen” lub krucjat, tak jak się stało w 2001 r. po wypowiedzich George’a Busha dotyczących innego zamachu), z nielicznymi wyjątkami, większość dyskusji na temat tych wydarzeń i tak było prowadzonych wyłącznie w kluczu religijnym.

P1100412

Podejścia te wahały się w granicach chrapiących nie-refleksji na temat tego, czy islam jest czy nie jest skłonny do przemocy, lub czy pozwala na karykatury albo ich zakazuje, oraz histerycznych nie-refleksji nad tym dlaczego Muzułmanie chcą nas zabić?

W obu przypadkach, istnieje ukryte założenie, że jeśli zaczniemy poważnie dyskutowć na temat tych aktów terrorystycznych musimy koniecznie wziąć pod uwagę problem islamu i jego relacji z tymi aktami przemocy.

Możemy przeciwstawić się tym zagadnieniom, iż w rzeczywistości, muzułmanie cierpią na skutek aktów terrorystycznych podobnie a nawet w znacznie większym stopniu niż osoby mieszkające w miejscach gdzie panują inne religie. Tylko w zeszłym miesiącu, w jednej z Pakistańskich szkół, zginęło ponad 130 dzieci zabitych przez grupę talibów, a w ubiegłym roku, radykalna grupa Boko Haram z Nigerii ukatrupiła ponad 2000 osób, i na koniec przykład ekstremistycznej chrześcijańskiej Armii Oporu Pana Chrystusa, która sieje postrach przez całe lata w Sudanie i Ugandzie.

Ale to znaczyło by, że utrzymujemy dyskusję na gruncie teologicznym, a moim zamiarem jest, aby przenieść ją stamtąd. Moja teza jest następująca, zamach na redakcję Charlie Hebdo nie ma w ogóle korzeni w religii, a więc dyskusja na temat islamu, chrześcijaństwa i islamu, i innych wariacji na ten sam temat jest bezużyteczna; nie jest on również spowodowany konfliktem pomiędzy brakiem wolności słowa vs. wiary, taki kierunek dyskusji też jest zbędny. Jaka zatem jest przyczyna tego zamachu? Sądzę, iż chodzi tu przede wszystkim o pewne zmiany kulturowe, społeczne i polityczne w łonie społeczeństwa Zachodu, które głęboko je przekształciły we wszystkich jego wymiarach, łącznie i w wymiarze religijnym.

Innymi słowy, to że grupa młodych ludzi z Zachodu – napastnicy byli obywatelami francuskimi z obowiązującymi dokumentami! – decyduje się wziąć broń do ręki i dokonać zamachu na redaktorów pewnej publikacji, lub masowo rekrutując się do struktur, takich jak Al-Kaida lub Państwa Islamskiego powinno być wyjaśnione poprzez analizę konkretnych procesów społecznych, które mają miejsce aktualnie na Zachodzie, badając relacje między Zachodem i innymi częściami świata, w każdym razie nie przez odwołanie się do teologii, zarówno oficjalnej, jak i tej “z ulicy”, lub historii religii, w której inspirację znajdują głównie amatorzy konfliktów „wiecznych” między cywilizacjami i kulturami.

Teologia nie może wyjaśnić, dlaczego ci pochodzący z dzielnic północnego Paryża, z tak zwanych ZEP-ów (zones d’éducation prioritaires), wyalienowani młodzi beurowie, którzy kopali piłkę, palili Mary, czasami dopuszczali się jakichś drobnych kradzieży, w pewnym momencie swego życia zdecydowali się dołączyć do radykalnego ugrupowania religijnego, które, ich zdaniem, nadałoby sensu duchowego i misji „bohaterskiej” ich pozbawionemu wszelkiego sensu i perspektywy życiu.

Czynnik religijny musi być usunięty z dyskusji całkowicie, albo traktowany z najwyższą powagą, ale w żadnym przypadku nie można go zmniejszyć do banałów takich jak Muzułmanie (Oni) atakują Wartości Europejskie (Nas), ponieważ nie akceptują naszego stylu życia.

Chciałbym zwrócić uwagę na dwa błędy, popełniane przez ludzi, którzy forsują islam (lub religię w ogóle) do tej dyskusji.

a) Błąd atrybucji (1) – przypisanie motywacji religijnej aktom przemocy (odwrotną stroną medalu jest zaprzeczanie motywacji religijnej w innych przypadkach przemocy).

W zamachu w redakcji Charlie Hebdo element religijny został „zidentyfikowany” błyskawicznie przez to, że napastnicy krzyczeli „Allah, Akbar!”. Okrzyk ten, umówmy się, to zbyt mało, aby mówić o działaniu czynnika religijnego. Aby lepiej wyjaśnić mój punkt widzenia, podam kontrprzykład: Anders Brevik, który zabił w 2011 r. na wyspie Utøya w Norwegii, kilkadziesiąt osób, głośno deklarował swoją przynależność do religii chrześcijańskiej. Ile wspólnot chrześcijańskich miało roszczenia do Brevika jako swego parafianina w oparciu wyłącznie o to formalne kryterium?

Przykrym jest patrzenie na tę rezygnację z ducha krytycznego, do czego dodajmy całkowitą ignorancję spraw religijnych, którą obserwujemy w dyskusjach na temat roli islamu w omawianych tutaj zamachach terrorystycznych. Ponieważ, i to każdy człowiek o zdrowym rozsądku i posiadający jakąś podstawową wiedzę o religii, wie, iż przynależność do wspólnoty religijnej jest czymś więcej niż tylko aktem deklaratywnym. Większość religii i przekonań religijnych formułuje minimalny zestaw zasad, praktyk, przekonań i sposobów zachowania, które kwalifikuje osobę jako członka wspólnoty religijnej: uczestniczenie w mszach i innych religjinych usługach, podlegania pewnemu systemowi przekonań, uczestnictwa w życiu społeczności religjinej, pewien stopień wiedzy podstaw wiary, itp. Byłaby to minimalna lista rzeczy, które należało by sprawdzić, jeżeli mówimy o takich religiach jak judaizm, chrześcijaństwo, islam. Inne wyznania religijne wypracowały dla siebie podobne listy.

O Cherifie Kouachi, jednym z napastników w Paryżu, wiadomo na pewno, że nie kwalifikuje się jeżeli chodzi o te zasady; nie chodził zbyt często do meczetu, nie był związany z jakąś wspólnotą religijną, i nie miał wykształcenia teologicznego. Rozwinął on własną bardzo indywidualistyczną interpretację religii, starał się samokształcić religijnie (poza meczetem), a następnie znalazł się pod wpływem teologa muzułmańskiego, Farida Benyettou, też samouka(!).

Tłumaczone na język prawosławia jego przypadek byłby taki: facet, który nie chodzi do cerkwi, który interpretuje jak mu się chce dogmaty teologiczne i system teologiczny prawosławia, na forach i blogach religijnych, a nie w rozmowie z popem, wsłuchuje się w proroka/teologa samouka, mógłby to być, powiedzmy, Dan Puric lub jakiś inny prawosławny samouk, którymi jest zapełniony internet, i który wpaja mu, iż wiara zawiera to i to, na przykład, poligamię lub homoseksualizm. Załóżmy, że ten człowiek popełnia akt przemocy, który uzasadniałby w imieniu prawosławia. Jak wielu prawosławnych rozpozna takiego człowieka jako brata w wierze? Ilu prawosławnych chrześcijan zgodziłoby się z tym stwierdzeniem, iż źródło tej przemocy wynika z prawosławia? Dlaczego, więc, nie traktować islamu z taką samą dawką racjonalności lecz preferujemy wyrażić uznanie dla niektórych rąbniętych popełniających zbrodnie w imię tej religii?

Jeśli dodać, że jeden z zabitych policjantów, Ahmed Merabet, był, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, muzułmaninem, a inny muzułmanin, Lassana Bathily, uratował kilka osób w czasie ataku innego terrorysty „muzułmańskiego” w sklepie koszernym, bajka o tym jak muzułmanie zabijają chrześcijan i ateistów staje się absurdalna.

Historia Cherifa Kouachi jest typowa, oczywiście, ale nie w sensie muzułmanina, który ucieka się do przemocy, gdy tylko ma problem z otaczającym go światem, lecz z zupełnie innego punktu widzenia – mutacji zjawiska religijnego w społeczeństwach zachodnich w postindustrialnej epoce (lub post-modernistycznej, post-fordowskiej lub neoliberalnej).

Wszelka lektura danych biograficznych Cherifa Kouachi nie może pominąć jego indywidualizmu religijnego: ten człowiek samo-radykalizował się, samo-kształcił się w islamskiej teologii politycznej, samo-wykluczył się ze społeczności muzułmańskiej swojej dzielnicy i swojego miasta.

Nie ma w jego przypadku żadnego śladu “tradycyjnego” Islamu, ani śladu religijnej wspólnoty „tradycyjnej” zorganizowanej wokół przemocy!

Widzimy jednak, z całą jasnością, w połączeniu następujące ogólne procesy wpływające na sferę religijną na Zachodzie:

Osobista religijność, która zastępuje religię kolektywną, czyli indywidualne majsterkowanie wiary, świadomy dobór dogmatów wykreowany przez jednostkę zamiast akceptowania oficjalnego systemu dogmatów . „Nowe formy muzułmańskiej pobożności (…) mają wiele wspólnego z przekształceniem religijności, które obserwujemy pod koniec XX wieku w chrześcijaństwie i są oznaczone przez przewagę religijności, czyli formułowanie indywidualnej ekspresji osobistej wiary nad religią, rozumianą jako spójny system dogmatów i przekonań zarządzanych zbiorowo przez jedną legitymizowaną instytucję, która posiada wiedzę. Religijność naciska na dogmaty, jak to się dzieje w chrześcijańskich ruchach charyzmatycznych; na znaczną samo-realizację; na próbach odbudowania wspólnot religijnych w oparciu o indywidualne przywiązania osoby wierzącej w środowisku świeckim – stąd i rozkwit sekt; na osobiste poszukiwanie wiedzy łatwo dostępnej, łamiąc tradycyjny monopol władz religijnych; na zestawieniu fundamentalistycznej perspektywy na prawo boskie – słuchać Boga w każdym aspekcie życia, z synkretyzmem i nomadyzmem religijnym; na powodzeniu samozwańczych guru i przywódców religijnych i tak dalej.”(2)

Erozja władzy i wpływów tradycyjnych instytucji religijnych. „Radykalna młodzież, nawet jeśli odnosi się do politycznego muzułmańskiego imaginarium – umma – znajduje się w rzeczywistości w rozdartych stosunkach i z islamem ich rodziców, ale zarówno i z kulturami muzułmańskich społeczeństw. Oni wymyślają islam, który sprzeciwia się Zachodowi. Pochodzą oni z peryferii świata muzułmańskiego, tj, z Zachodu. Belgia zapewnia sto razy więcej islamskich dżihadistów dla Państwa Muzułmańskiego, niż to robi powiedzmy, Egipt, jeżeli podzielimy liczby tych osób na ludność muzułmańską tych dwóch państw. Ci zwerbowani młodzieńcy żyją w kulturze zachodniej komunikacji, w spektaklu przemocy, oni stanowią pokoleniowe pęknięcie – ich rodzice dzwonią na policję, kiedy ich dzieci wyjeżdżają do Syrii. Oni nie są zintegrowani do lokalnych wspólnot religijnych, nie modlą się w dzielnicowych meczetach. Praktykują samo-radikalizację w sieci, szukając globalnego dżihadu i nie interesują ich konkretne walki na świecie muzułmańskiego, n.p. sprawa Palestyny. Krótko mówiąc, nie są oni nośnikami islamizacji społeczeństwa, lecz starają sięzrealizować swoje chore fantazje o bohaterstwie. “Pomściłem Proroka!” – krzyknął jeden z napastników na redakcję Charlie Hebdo.” (3).

Zjawisko erozji tradycyjnego autorytetu instytucji religijnych nie powinno być rozumiane jako typ sekularyzacji, ponieważ samo zjawisko de-legitymizacji wpłyneło na inne instytucje i formy organizacji tradycyjnych – na partie, związki zawodowe, kluby i kółka zainteresowań. (4)

Wzajemne połączenia oferowane przez nowoczesne środki komunikacji łączą nie tylko zachodnich intelektualistów z ich odbiorcami z innych części świata gdzie mogą oni głosić swoje teorie, nie jest też wyłącznie kanałem, przez który przepływa swobodnie demokracja z zachodu do innych części świata, ale też łączy i w sensie odwrotnym, czyli radykalnych teologów Bliskiego Wschodu lub grupy z radykalnymi programami z konkretnymi odbiorcami na Zachodzie – zmarginalizowanymi grupami młodych ludzi dotkniętych bezrobociem, odprzemysłowieniem, konieczną elastycznością i dyskryminacją kulturową.

Z tego wynika, że terroryści, którzy zmasakrowali redaktorów Charlie Hebdo, to nie typowi muzułmanie, ani typowi agenci islamizacji, nawet nie ludzie wierzący w tradycyjnym tego słowa znaczeniu.

Wręcz przeciwnie, pod wieloma względami, są to typowi młodzi ludzie z Zachodu: myślą, samo-rozwijają się, komunikują selektywnie poprzez dogmaty, są narażeni na modele heroizmu przez promowaną kulturę masową, podobnie jak i wielu innych ich rówieśników z Zachodu.

Jeśli potrzebna jest jakaś dyscyplina naukowa, która podjęła by się wyzwania zrozumienia zachowania tych ludzi, to niewątpliwie socjologia religii byłaby niewystarczająca i jej postępowania naukowe powinno być uzupełnione przez inne kierunki badań: studium transformacii gospodarczej, socjologii kultury i historii przemian kulturowych, oraz historii politycznej, itd.

b) Drugi błąd, który pojawia się w dyskusjach na temat roli religii w takich zamachach jest deterministyczny.

Deterministyczny element jest zbudowany w takich oto zwrotach: Islam, w przeciwieństwie do innych religii (zwłaszcza chrześcijaństwa) jest religią szczególnie podatną „naturalnie” na przemoc, więc zamach na redakcję Charlie Hebdo, był do przewidzenia: kilku rysowników maluje karykatury, przez które kpią z Proroka, a muzułmanie, ze względu na ich „naturalną” skłonność do przemocy i ich niezdolność do postrzegania satyry (niektórzy dodają i inne składniki: brak ścisłego oddzielenia świeckich i religijnych sfer w islamie, brak wielkiej reformy religijnej w islamie, podobnej do tej, która miała miejsce w katolicyzmie, „nieuniknione” zderzenia cywilizacji itp.) zareagowali gwałtownie na takie „naturalne” dla społeczeństwa Zachodu zjawisko jakim jest karykatura.

Istnieje wiele problemów połączonych z tym rodzajem konstrukcji. Pierwszy z nich zawiera ukryte założenie pewnej liczby fałszywych przypuścień przyjmowanych niekrytycznie. Na przykład, postulując istnienie „naturalnych” skłonności religii zakłada się, iż istnieją pewne niezmienne sedna religijne, które nie zmieniłyby się w trakcie biegu historii (takie jak chrześcijaństwo, islam, itp.) i które zachowały z czasem te sedna. Nic błędniejszego: proste spojrzenie na chrześcijaństwo dziś, z tymi kilkoma setkami jeżeli nie tysiącami sekt, pokazało by zdumiewającą różnorodność i niezwykłą zdolność dostosowania się tej religii do wysoce zmiennych kontekstów – od chrześcijaństwa spirytycznego do postmodernistycznego chrześcijaństwa z Nowego Jorku, przytaczam tu najbardziej ekstremalne przykłady. Zmiana religii jest procesem naturalnym.

Innym błędnym założeniem, tym razem nie historycznym, tylko politycznym, jest to, że ten rodzaj logiki zakłada istnienie odrębnego elementu religijnego w oderwaniu od innych elementów, politycznego, imperialnego, gospodarczego, kulturalnego, elementu z własną siłą działania i dynamiki, który jest wbudowany, oczywiście, w deterministyczny paradygmat.

Deterministycznym argumentom brakuje jednak tego, że religia nie jest bardzo często główną przyczyną przemocy, ale tylko jednym z języków, w których wyrażone są pewne frustracje i różnego rodzaju niezadowolenia, które mają swoje źródła gdzieś indziej.

Te, które zawężają ten incydent wyłącznie do spraw religijnych, robią to ponieważ nie chcą mówić o polityce, ekonomii i imperializmie.

Zwrócę się ponownie do przykładu Cherifa Kouachi. Według ogólnie dostępnych informacji, rozpoczął on swoje nastletnie życie jako zwykły świecki młodzieniec, palił, pił, miał dziewczynę i dosyć zróżnicowane pożycie seksualne, pewnie jak i każdy inny młody Francuz. Brał nawet udział w kilku aktach chuligaństwa i rabunku.

Jego samo-radykalizacja miała początek w 2005 roku wraz z pojawieniem się informacji o torturach dokonywanych w Abu Graib na arabskich więźniach przez żołnierzy amerykańskich. Nawiasem mówiąc, ilu urzędników CIA, którzy poparli i zatwierdzili stosowanie tortur wobec więźniów z Abu Graib i innych tymczasowych lub stałych aresztach byli ścigani przez prawo? Ani jeden. Czy powinniśmy się dziwić, że nasze historie chwalenia cnoty naszego systemu sprawiedliwości brzmią niejednoznacznie i obłudnie dla innych grup i społeczności?

Wygląda na to, że Cherif Kouachi postanowił wziąć broń w ręce nie po jakimś głębokim czytaniu Koranu lub po wizytach w meczecie, ale po tym jak zobaczył/ odczytał / dowiedział się o tym ogromnym i bezpodstawnym akcie niesprawiedliwości, którego sprawcy nie zostali ukarani. Selektywne czytanie Koranu i powierzchowne przyswojenie teologii i dżihadu nadeszło już po tym.

Tak więc, zanim zaczniemy opowiadać sobie pocieszające historie o tym jaki wpływ miał islam na Cherifa Kouachi i innych takich jak on, byłoby właściwiej zapytać, czy radykalizacja jego i innych młodych muzułmanów w ogóle powstałaby, gdyby nasz wymiar sprawiedliwości – Zachodni i demokratyczny – stałby na wysokości poziomu jego uwielbienia, i ukarałby osoby odpowiedzialne za nadużycia, w takich przypadkach jak Abu Graib?

Moim przypuszczeniem jest, iż przejrzysty i sprawiedliwy akt sprawiedliwości zrekrutował by znacznie mniej żołnierzy dla proroka wśród populacji muzułmańskich w Europie i gdzie indziej, niż ta mieszanina arogancji, obłudy i bezczynności.

Podsumowując: kiedy łączymy tylko islam, jako religię, z zamachami terrorystycznymi takich jak ten w redakcji Charlie Hebdo, i eliminujemy z ogólnego obrazu inne czynniki – ekonomiczne, polityczne – nie opisujemy zbyt dużo rzeczywistości terenowej, ani nie przyczyniamy się do jej zrozumienia, raczej przyczyniamy się do utrwalania pewnych programów geo-polityczno-teologicznych (np. zderzenia cywilizacji czy globalny dżihad) lub do erozji umiarkowanego islamu złapanego w imadle dyskursu islamofobii Zachodniej, z jednej strony, i programy radykalnych grup, z drugiej.

Dopisek o hipokryzji.

Omawiając religię i jej rolę w zamachach terrorystycznych powinniśmy zdawać sobie sprawę z wielu warstw hipokryzji, do której apelujemy i która wyraża się przez to, iż mamy tendencję do tłumaczenia podobnych aktów przemocy na dwa różne sposoby, w zależności od sprawcy.

Jeśli niektórzy mężczyźni z arabskimi nazwiskami dopuszczają się aktów przemocy, wtedy narracja publiczna jest zbudowana i na Zachodzie i u nas według schematu: terrorystyczny atak muzułmański. Ale jeśli jest to zamach człowieka przynależnego do religiipoprawnej(chrześcijanin, żyd, buddysta), rozmawiamy głównie o „wariatach”, „lunatykach”, „samotnych terrorystach”, ale w każdym bądź razie nie o chrześcijaninie. Jeśli usuniemy maskę tej hipokryzji, znajdujemy domyślne zdanie, iż chrześcijaństwo, judaizm, lub buddyzm są religiami pokojowymi, które nie mogą po prostu być zaangażowane w działalność terrorystyczną, podczas gdy islam może.

Jeszcze jeden dopisek o walce absolutów.

Innym szeroko rozpowszechnionym sposobem nie-myślenia na temat tragedii w redakcji Charlie Hebdo jest ograniczenie dyskusji do starcia pomiędzy „absolutami” – wolność wypowiedzi vs bluźnierstwo vs przekonania religijnego vs “jakiś inny absolut”. Chwilami brzmiało to komicznie-bluźnierczo-pogrzebowo, gdy dziennikarze, politycy i właściciele stacji telewizyjnych, którzy na co dzień mocno cenzurują niewygodne dla nich treści nagle stali się wielkimi przyjaciółmi wolności słowa (mam na myśli kilku mołdawskich polityków i dziennikarzy, ale ta lista może zostać rozszerzona na dziennikarstwo i faunę polityczną w innych krajach.)

Sądzę, iż ta walka między absolutami jest fałszywa, ponieważ popycha nas w ślepy zaułek logiczny, z którego nie ma już wyjścia. Ponieważ nie możemy w żaden sposób wybrać bezstronnie i obiektywnie między absolutami, porównać ich, zważyć czy zmierzyć, ani rozmieścić ich według ich ważności: dlatego i nazywają się absolutami, bo są niezmierzalne i bezwzględne.

Istnieje pewna cnota logiczna w budowaniu paradoksów i hipotetycznych sytuacji, w których te absoluty znajdowałyby się w przeciwieństwie, bo mogą być nam pomocne w taki sposób, na przykład, w przewidywaniu pewnych sytuacji, ale nie ma żadnej cnoty politycznej w wyrównaniu pewnej grupy ludzi pod banderą jednego absolutu i rzucanie jej na drugą grupę ludzi stojących pod banderą drugiego absolutu.

Nie mogę wybierać pomiędzy absolutną wolnością słowa a absolutną wolnością wyzwania religijnego. W rzeczywistości chciałbym wybrać znaczną część zarówno z jednego absolutu jak i z drugiego, ale zwolennicy zderzenia absolutów nie oferują mi takiego wyboru.

Z drugiej strony, te absoluty nie istnieją oddzielnie i nie są jedynymi w swoim rodzaju, ale osadzone (angiel. embedded) w różnego rodzaju stosunki społeczne, polityczne i kulturowe.Tzw. absolutna wolność religijna jest postrzegana odmiennie przez białego heteroseksualnego chrześcijanina niż z perspektywy białej heteroseksualnej chrześcijanki. I ten punkt widzenia staje się zupełnie inny, gdy dodajemy pochodzenie etniczne i klasę, i to nadal jesteśmy w obrębie jednej tylko religii. Wolność słowa, podobnie jak i wiara, składa się z tych wszystkich różnic. Sądzę, że wspólnota muzułmanów, niekoniecznie ograniczona do tych 8% muzułman z Francji, została urażona publikacjami z Charlie, niekoniecznie z powodu samych karykatur i ich (anty)religiinej zawartości, ale z powodu wyrażnego wykluczenia muzułmanów, jako wspólnoty, ze społeczeństwa francuskiego. Na tle trudnej integracji, i to nie tylko ze względu na ich, muzułmanów, niechęci, jak niektórzy lubią nalegać, lecz z mieszanki czynników strukturalnych, w tym i mentalności oraz systemowego nacjonalizmu. Te rysunki można było odczytać przez klucz „my nie chcemy was tutaj. ”

I to właśnie należy wziąć pod uwagę, a nie hasła i slogany typu „wolność słowa” przeciwko „wiara”. W takich kolizjach tylko ekstremiści wygrywają. Społeczeństwo może wygrać tylko podejmując próby znalezienia kompromisu pomiędzy tymi dwoma ideami (i wielu innymi).

* Vitalie Sprînceană, mołdawski aktywist, dzienikarz i bloger. Studiował filozofie w Mołdawii, nauki polityczne w Bułgarii, a teraz jest doktorantem George Mason University, w USA. Współzałożyciel i redaktor rumuńskojęzycznego tygodnika Platzforma.

Z języka rumuńskiego tłumaczył Teodor Ajder

Tekst można przeczytać również i w języku rumuńskim tutaj.

  1. Taxonomia błędów została pożyczona u William T. Cavanaugh, The Myth of Religious Violence. Secular Ideology and the Roots of Modern Conflict, Oxford University Press, 2009.
  2. Olivier Roy. Globalized Islam: The Search for a New Ummah. Pp.5-6. Columbia University Press, 2004.
  3. « La peur dune communauté qui nexiste pas ». Par Olivier Roy.
  4. James A. Beckford. Religione e Societa nel Regno Unito, pp.217-290 in Hervieu-Léger, Danièle and Ole Riis. 1992. La religione degli Europei. Torino: Fondazione Agnelli.
Anunțuri

Lasă un răspuns

Completează mai jos detaliile tale sau dă clic pe un icon pentru a te autentifica:

Logo WordPress.com

Comentezi folosind contul tău WordPress.com. Dezautentificare / Schimbă )

Poză Twitter

Comentezi folosind contul tău Twitter. Dezautentificare / Schimbă )

Fotografie Facebook

Comentezi folosind contul tău Facebook. Dezautentificare / Schimbă )

Fotografie Google+

Comentezi folosind contul tău Google+. Dezautentificare / Schimbă )

Conectare la %s