„Gość w dom, bóg w dom”

Wywiad z Leną Rogowską – animatorką kultury i trenerką, która pracuje w obszarze antydyskryminacji i wielokulturowości, prezeską Stowarzyszenia Praktyków Kultury

lena_czarnobiala01

Dużo pracuję na wschodzie Polski. Pochodzę z Białegostoku i lubię Podlasie, małe wsie tam, i pracuję na Lubelszczyźnie i Podlasiu, w miejscowościach położonych nad granicą wschodnią, graniczących z Białorusią albo z Ukrainą. Pracuję z ludźmi, którzy tam mieszkają i wiele osób ma tam mieszane pochodzenie. Są tam rodziny polsko-ukraińskie albo polsko-białoruskie. Tam jest też cześć osób, które określają się jako „tutejsi” i mówią w języku, który nazywają „po prostu”! I to jest bardzo ciekawe, bo to nie jest język polski. Ja ich trochę rozumiem. To jest mieszanka polskiego, białoruskiego, i ukraińskiego. Ale młode pokolenie wstydzi się tego. I jest tam też dużo niechęci. Mimo że dużo osób ma tam mieszane pochodzenie, jest dużo niechęci do Białorusinów i do Ukraińców. My pracujemy z młodzieżą, żeby trochę zmienić te postawy.

Czy oni chcą być Polakami?

Tak, czyści Polacy. Wstydzą się tego, że na przykład w domu nie mówi się po polsku.

Czy prawica jest tam mocna?

No, tak, tam jest ten obszar gdzie incydenty się zdarzają. W tych miejscowościach, w których my pracujemy, no i oczywiście zdarzają się na murach swastyki. Tam też jest dużo cmentarzy żydowskich. Tam też napisy się zdarzają. Jest meczet niedaleko i tam też zdarzyło się, że ktoś namalował świnię. Wiec, tak, są tam takie sytuacje i dlatego my tam działamy. Bo młodzież jest jeszcze na takim etapie życia, że jeszcze nie wiedzą. Chcemy ich przeciągnąć na naszą stronę.

Co z nimi robicie?

Każdego roku co innego. W tym roku robiliśmy projekt, który nazywał się „Przygraniczny”. Polegał na tym że najpierw z dzieciakami i młodzieżą robiliśmy warsztaty, różne, chodzenie na szczudłach, rapu, freestyle, dziennikarstwo i reportaż. Zajęcia artystyczne, ale też dokumentalne – sztuka, która bazuje na życiu. Potem warsztaty antydyskryminacyjne, podczas których rozmawialiśmy o tożsamości, stereotypach, uprzedzeniach, o tym jak jest tam u nich. Co ludzie myślą. Czego się boją. I są też dzieciaki, które mówią „Ja nienawidzę Ukraińców”. Z nimi też pracujemy. Potem, też robiliśmy filmy, mokumenty, wymyślaliśmy razem scenariusz, który jakoś opowiadałby o lokalnej wielokulturowości, ale jednocześnie byłby taki przenośny. Trudno jest robić taki film, żeby nikogo nie obraził. Na końcu młodzież zrobiła jeszcze swoje indywidualne projekty, takie przeciwdziałające nienawiści, wielokulturowe.

Te dzieciaki w tych wsiach, one czują – nie zawsze, ale często – że są gorsze niż inni, że tam nie ma dobrych szkół, że tam jest bieda, ich rodzice nie są wykształceni, i oni w ogóle nie mają takiego pomysłu, że życie należy do nich. Są tacy smutni i sfrustrowani. Szukają kozłów ofiarnych.

Wasz program pomaga, ale potrzeba więcej działań. Co powinien zrobić rząd?

Rząd powinien zmienić sposób w jaki uczy się historii w szkole. Ja pamiętam, jak ja się uczyłam historii, to miałam takie poczucie że Polska jest taka biedna, że wszyscy w okól zawsze nas bili, a my jesteśmy bez winy zupełnie. Nie uczy się o Żydach, że te miejscowości gdzie my pracujemy, to były żydowskie miejscowości, ale tam zostały tylko cmentarze. Tak samo jak w Warszawie. I też w Polsce w szkole nie uczy się rozmawiać. Dzieciaki słuchają co mówi nauczyciel i nie ma opcji, żeby odpowiedzieć, nawet jeśli się nie zgadzają. Też nie ma edukacji przeciw dyskryminacja. NGOsy starają się, ale to jest chaotyczne. Zależy czy mają pieniądze czy nie.

A co robicie w Warszawie?

W Warszawie zatrudnił mnie Instytut Reportażu, jako trenerkę wielokulturową. Projekt nazywa się „Tu Mieszkam”. Mamy w nim obcokrajowców, którzy mieszkają w Polsce i opowiadają o tym jak im jest w Polsce. Mnie dziwi, że tak dobrze mówią o Polsce. Oczywiście w porównaniu z innymi krajami, tutaj jest lepiej. Jest pokój. Jest bezpłatna edukacja. W miarę bezpłatna służba zdrowia. Drogi są ok. Materialne jest ok. Mentalnie nie jest, według mnie, najlepiej. Ale też jest obcokrajowcom trudno, by usiąść przed Polakami i powiedzieć im w oczy „ Polacy są tacy, tacy i tacy.”

Tak robi Szirin…

My tam też organizujemy takie mniejsze spotkania, gdzie dużo obcokrajowców przychodzi (z Białorusi, Kirgistanu, Czeczenii, nawet Brazylii, Turcji) i troszkę Polaków, może pól na pól a czasami w ogóle bez Polaków. Spotykamy się, żeby tak głębiej pogadać o tym, co naprawdę jest dla nich trudne. Celem tego projektu było też, żeby wypracować rekomendacje. Sprawdzić co można byłoby zmienić. Czasami odpowiedź jest prosta: na przykład w ośrodku dla uchodźców nie powinno być karaluchów, ale ośrodki mają kiepską infrastrukturę. Obcokrajowcy są bardzo różnymi ludźmi z bardzo różnymi potrzebami. Na przykład mogą mieć problemy z wynajmowaniem mieszkania. Polacy nie chcą wynajmować obcokrajowcom z akcentem, czarnoskórym albo muzułmanom. Albo mogą mieć problem z wizytą u lekarza. Nasz system w ogóle działa, ale jak lekarz ma uprzedzenia, to gorzej traktuje. To są takie miękkie rzeczy, mentalność. W Polsce mówimy „gość w dom, bóg w dom,” ale w kontekście ośrodków dla uchodźców to tylko fasada.

Czy na przestrzeni lat w podejściu Polaków do obcokrajowców widzisz jakąś zmianę?

Bardzo zależy, gdzie, kto. Widzę, że teraz narasta islamofobia w Polsce.

Dlaczego?

Dlatego, że na świecie były ataki terrorystyczne i w Polsce jest sporo Czeczenów. Jak ludzie czegoś nie rozumieją, boją się. I to mnie smuci bardzo. Mam dużo przyjaciół z Czeczenii i dzieci na przykład w szkole są wyzywane, nazywane Osama bin Laden. I to sprawia że te dzieciaki się radykalizują. Zamykają się w sobie i odgradzają się od społeczeństwa. To nie jest bezpieczne.

Ludzie nie rozumieją, że bardzo dużo zależy od większości, od tego jak my przyjmiemy gości. Musimy pokazywać, że w Polsce muzułmanów mamy od zawsze. Na przykład mamy Tatarów. Media tutaj na pewno dużo przeszkadzają, dlatego że pokazują bardzo uproszczony obraz. Są tam wizerunki obcokrajowców czy migrantów czy uchodźców, które są nie zindywidualizowane. Jest zawsze ta sama historia: albo są jacyś biedni, i trzeba im pomagać; albo są niebezpieczni. Nie pokazuje się, że oni są osobami odważnymi, które zdecydowały się na zmianę, z inicjatywą. Osobami, od który można się uczyć. Bardzo mi brakuje takich historii w mediach.

Jest coraz więcej projektów i ludzi, którzy chcą robić dobre rzeczy, ale mam wrażenie, że dwa światy coraz bardziej się oddalają. Jest coraz więcej aktywizmu, tak zwanego, lewicowego i coraz więcej prawicowego. I to też mnie martwi, bo ja chciałam móc rozmawiać nawet z ludźmi, który myślą w sposób kompletnie inny niż ja. A widzę, że teraz już nie ma tego dialogu. Są dwie zamknięte rzeczywistości.

Wywiad: Claudia Ciobanu

Photo: Lena Rogowska

Wywiad można przeczytać i w języku rumuńskim tutaj! 🙂

Anunțuri

Un gând despre „„Gość w dom, bóg w dom”

Lasă un răspuns

Completează mai jos detaliile tale sau dă clic pe un icon pentru a te autentifica:

Logo WordPress.com

Comentezi folosind contul tău WordPress.com. Dezautentificare / Schimbă )

Poză Twitter

Comentezi folosind contul tău Twitter. Dezautentificare / Schimbă )

Fotografie Facebook

Comentezi folosind contul tău Facebook. Dezautentificare / Schimbă )

Fotografie Google+

Comentezi folosind contul tău Google+. Dezautentificare / Schimbă )

Conectare la %s